Citroen DS5 – klasa premium według Francuzów

Od ogłoszenia wydzielenia nowej marki w koncernie PSA minął już dłuższy czas, ale wciąż nie wszyscy wiedzą, że Citroen postanowił przekształcić dotychczasową linię DS w osobny, prestiżowy brand. Czemu między innymi model DS5 nie jest już dłużej Citroenem? Przede wszystkim francuski koncern w celu rozszerzenia oferty potrzebował oddzielnej, luksusowej marki. Założenie na najbliższe lata to intensywna rozbudowa palety modeli DS Automobiles. Zmiana była podyktowana też przez samych nabywców, którzy decydowali się na zakup samochodów z linii DS. Otóż aż dwie trzecie aut kupowanych było przez klientów, którzy nigdy wcześniej nie jeździli Citroenami. Specyficzna grupa młodych i zamożnych odbiorców, ceniących wyjątkowy design i lubiących wyróżniać się z tłumu wymaga innego traktowania – od dostosowanej do ich wymogów sieci dystrybucji, po precyzyjną komunikację marketingową. Samochód marki DS nie jest przecież produktem dla przeciętnego „Kowalskiego” – powstał, aby sprostać oczekiwaniom najbardziej wymagających.

Symbol DS powinien jednoznacznie kojarzyć się Wam z wyjątkowym Citroenem o tej samej nazwie, zaprezentowanym w 1955 roku. Auto już w momencie debiutu stało się olbrzymim rynkowym hitem, bowiem wyróżniało się nieszablonową stylistyką oraz szeregiem zastosowanych przy konstruowaniu samochodu innowacji. DS5 to flagowy model pokazany w 2011 roku. Przy okazji faceliftingu przeprowadzonego w ubiegłym roku zmieniono również jego markę. DS-piątka to współczesny odpowiednik sławetnego Citroena DS, ale czy równie rewolucyjny? Na pewno nie da się mu odmówić oryginalnego charakteru, który zapoczątkował pamiętny koncept Citroen C-SportLounge zaprezentowany w 2005 roku we Frankfurcie. Testowy egzemplarz w najbogatszej wersji wyposażeniowej Sport Chic oferował wiele komfortu, a napędzał go silnik 2.0 BlueHDI o mocy 180 KM, który współpracował z automatyczną skrzynią o sześciu przełożeniach.

Jeśli chodzi o wygląd zewnętrzny, to w stosunku do poprzedniej odsłony DS5 zmieniła się przede wszystkim przednia część samochodu. Uwagę zwraca osłona chłodnicy o chromowanym obramowaniu, a także nowe reflektory. W każdej z przednich lamp widoczne są trzy moduły LED, przypominające strukturę diamentu i wspomagające technologię ksenonową w celu poprawy widoczności. Poniżej znajdują się progresywne (tzn. „animowane” lub „płynące”) kierunkowskazy. Jeszcze niżej umieszczono reflektory przeciwmgielne LED z funkcją statycznego doświetlania zakrętów, które do prędkości 40 km/h emitują dodatkową wiązkę światła na wewnętrzną stronę skrętu.

Awangardowa stylistyka DS5 stawiająca na wysmakowane detale zwraca uwagę na ulicy i mimowolnie ściąga spojrzenia. Oryginalnego wyglądu DS-piątki nie sposób pomylić z żadnym innym samochodem za sprawą szerokiego rozstawu kół, dość dużego prześwitu, 18-calowych felg o ciekawym wzorze, aerodynamicznej linii opadającej ku tyłowi, czy wielu chromowanych akcentów. Nie przypadła mi do gustu atrapa podwójnego układu wydechowego, bowiem końcówki w rzeczywistości wyprowadzone są tylko po jednej stronie. Rozumiem, że w tym przypadku projektanci kierowali się przede wszystkim względami estetycznymi i wyrazistą symetrycznością, niemniej jednak dymek unosi się tylko z jednej rury, co można uznać za przerost formy nad treścią. Ciemny lakier Whisper, który w świetle ukazuje swoje śliwkowe oblicze, jest bardzo efektowny, ale też trudno utrzymać go w czystości. Nadwozie w tym kolorze wymaga dopłaty w wysokości 2800 złotych.

Wnętrze DS5 to jeszcze większa dawka śmiałej, francuskiej stylistyki. Warto nadmienić, że o ile modele DS3 i DS4 miały identyczny kształt deski rozdzielczej jak w C3 i C4, o tyle w przypadku DS5 nie jest to jedynie bardziej luksusowe C5. Projektanci puścili wodze fantazji, a ich Inspiracją były kokpity samolotów odrzutowych. Próbując wcisnąć rozwiązania znane z lotnictwa do kabiny samochodu wiele rzeczy mogło pójść nie tak, ale o dziwo wszystko tworzy bardzo spójną wizję, która może się podobać. Deska rozdzielcza co prawda przytłacza na początku swoją objętością, ale na szczęście wykonano ją z miękkich tworzyw, dzięki czemu łatwiej się z nią oswoić.

Wnętrze nowego modelu niewiele różni się w stosunku do pierwszego Citroena DS5. Największą zmianą było zastąpienie konwencjonalnego wyświetlacza ekranem dotykowym i pozbycie się pokrętła i przycisków do obsługi systemu spomiędzy przednich foteli. Według mnie producent powinien pozostawić kierowcy możliwość tradycyjnego sposobu sterowania, bowiem głęboko osadzony w konsoli centralnej ekran niekiedy może być problematyczny w obsłudze i powodować konieczność odrywania pleców od oparcia, choć oczywiście wszystko zależy od ustawienia fotela. Wielofunkcyjna kierownica wygląda efektownie, ale wstawki w dolnej jej części to przekleństwo dla dłoni w mroźne poranki.

Na pewno nie da się przemilczeć również faktu, że widoczność jest mocno ograniczona. Małe boczne okna, dwa słupki przednie i wspomniana masywna deska, przez którą nie ma szans dostrzec końca maski, a także spoiler poprowadzony przez sam środek tylnej szyby skutecznie utrudniają manewrowanie. Na tych trzech pozycjach kończą się jednak mankamenty wnętrza, które ogólnie rzecz biorąc bardzo przypadło mi do gustu, zwłaszcza za sprawą swojej oryginalności. Siedzenia oraz boczki drzwi to istne dzieła sztuki współczesnej, a do wykończenia użyto miękkiej i bardzo przyjemnej w dotyku skóry w dwóch odcieniach. Wrażenie przestronności w kabinie spotęgowane jest przez trzy okna dachowe. W przestrzeni bagażowej wygospodarowano sporą ilość miejsca. Do dyspozycji jest aż 468 litrów, ale funkcjonalność ogranicza wysoki próg załadunku. Dodatkowo przycisk otwierający klapę zlokalizowany jest nad tablicą rejestracyjną, a odnalezienie go początkowo możne być kłopotliwe.

Dodaj komentarz